JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
...BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Policja w Wielkiej Brytanii - Interwencje II

35 496  
226   50  
W części pierwszej jakoś tak wyszło, że pisałem o interwencjach z kobietami, więc dziś, w imię szeroko pojętej równości płci, będzie o mężczyznach.


#1. Pierwsza skarga... i wkurw!

Wezwanie na tzw. „domówkę”, czyli interwencję w przypadku przemocy domowej. Wchodzimy i widzimy pijanego knypka (nazwijmy go Dick) i matkę z córką. Mój partner wziął Dicka do salonu, a mnie poprosił o przeprowadzenie wywiadu z matką i córką w kuchni* (o ciekawostce związanej z kuchnią napiszę później). Okazało się, że pan i pani już dawno nie są razem, ale co jakiś czas się spotykają. W sumie cała rodzina trochę patologia. Tym razem Dick przyszedł nawalony, odgrażał się matce i zniszczył telefon córki. Jadąc na interwencję wiedzieliśmy, że sprawca będzie aresztowany, więc już po drodze wezwaliśmy vana do transportu.
W kwestii wyjaśnienia, skąd wiedzieliśmy, że będziemy aresztować. Po pierwsze wywiad, bo podejrzany był „stałym klientem”, niejednokrotnie zatrzymywanym za podobne wybryki, a po drugie w UK niedawno weszła w życie zasada, iż w przypadku przemocy domowej praktycznie zawsze aresztuje się podejrzanego, by chronić rodzinę i dać ofiarom maksimum komfortu do składania zeznań.

Ale wracając do sprawy. Gdy przyjechało wsparcie z vanem, mój partner poprosił kolegów, by pijaczka chwilę przypilnowali i przyszedł do kuchni. Po chwili rozmowy i ustaleniu szczegółów postanowiliśmy, że musimy knypka zawinąć. No to idę po niego. Dick gdy mnie zobaczył, chyba zrozumiał co się święci i patrząc wzrokiem kota ze Shreka zapytał, czy może już iść do domu. Wyjmując kajdanki odpowiedziałem, że niestety nie, gdyż dziś spędza noc na koszt państwa. W momencie gdy łapałem go za rękę, zaczął się wyrywać i machać rękoma. Momentalnie został spacyfikowany na ziemi, przy czym trochę ucierpiała jego twarz od sofy i dywanu oraz twarz kolegi... od mojego buta. Niestety podczas podróży do pozycji poziomej kolega rzucił się na nogi knypka (tak się robi, żeby nie fikał) i zaliczył przy tym bliskie spotkanie trzeciego stopnia z moim butem. Dużym i ciężkim. Ale nic poważnego się nie stało, małe zaczerwienienie. Dick rzucał się mocno, ale dwóch rosłych chłopów opanowało go bez większych problemów i zaprowadziliśmy go do vana.

W areszcie mamy tzw. holding cell, czyli pomieszczenie przejściowe. Tam wprowadzamy podejrzanych, wypisujemy formularz wstępny i czekamy na wezwanie. Z zasady w holding cell ściągamy podejrzanym kajdanki, gdyż przeważnie się już uspokajają. Dick był inny. Rzucał fuckami na lewo i prawo. Do mnie, gdy dotarło do niego, że jestem Polakiem, poleciało kilka rasistowskich tekstów, które zbyłem śmiechem i zaczął się odgrażać, że złoży skargę na brutalność policji. Bo mu za mocno zapiąłem kajdanki. No cóż, skoro Dick chciał składać skargę, to nie odbierajmy mu okazji do zaprezentowania sierżantowi dowodu w postaci kajdanek na rękach. Generalnie sierżanci nie lubią, gdy wprowadzamy zatrzymanych w kajdankach, no ale tym razem wyjaśniłem powód, co spowodowało uśmiech na twarzy sierżanta i prośbę o zdjęcie kajdanek. Tyle. Po przekazaniu knypka do aresztu, dla nas sprawa zakończona.

A teraz skąd wkurw z podtytułu. Jak się później okazało, „ofiara” mimo kilkukrotnych prób zdecydowała się nie składać zeznań i Dick został PO RAZ KOLEJNY wypuszczony na drugi dzień do domu bez dalszych konsekwencji. Kobieta powiedziała, że ona w sumie nie ma z nim większych problemów (WTF???), tylko że tym razem popił i chciała się go po prostu pozbyć z domu na noc. Tragedia! Kilka godzin naszego czasu, papierologii itd., a „rodzina” jak patologią była, tak patologią zostanie, dopóki ktoś kogoś nie zabije. Tylko nastolatki szkoda.

*Kuchnia – na szkoleniu uczą nas, aby nigdy przenigdy nie zabierać ani nie dopuszczać podejrzanych do kuchni. Za dużo „narzędzi”, którymi można zrobić krzywdę. Noże itp. Bo nigdy nie wiadomo, co komuś odbije, więc kuchni unikamy.

#2. Pizza Roman(i)a

Gdy nie mamy żadnej interwencji, jeździmy po rejonie i patrolujemy okolicę. W pewnym momencie widzimy starego golfa bez tylnego światła. Dostawca z pizzerii. Właśnie zatrzymał się na dostawę, więc stanęliśmy za nim. Wysiadł lekko wystrachany i czeka, co się stanie. Okazało się, że kierowca był Rumunem, a jego angielski był niewiele lepszy od mojego rumuńskiego... Więc tłumaczę mu na migi, żeby poszedł z pizzą i porozmawiamy jak wróci. Gdy wrócił, poprosiłem go na tył jego wozu i pokazuję zepsute światło. Dzięki Google translator mówię mu, że nic mu za to nie grozi, tylko żeby naprawił i będzie gitara. Z zasady jeśli samochód ma tylko jeden defekt i nie jest on zagrożeniem dla bezpieczeństwa na drodze, to na tym nasza interwencja się kończy. Gdy defektów jest więcej niż jeden, wtedy wystawiamy taki jakby nakaz naprawy, który musi zakończyć się przeglądem. Podobnie jak zatrzymanie dowodu rejestracyjnego w Polsce. Taki nakaz możemy co prawda wystawić nawet przy jednym defekcie, ale nie jesteśmy świniami. Natomiast gdy defekt jest zagrażający bezpieczeństwu i nie można go usunąć na miejscu, pojazd jest zatrzymywany. W przypadku światła, prawo w UK stanowi, że w obszarze zabudowanym, gdzie prędkość ograniczona jest do 30 mph (około 50 km/h) i jest działające światło uliczne, które umożliwia widoczność na min. 100 m, samochód nie musi mieć włączonych świateł. Bez sensu? Też mi się tak wydaje. No ale my prawo mamy stosować, a nie je komentować ;)

Dodatkowo okazało się jeszcze, że Rumun miał prawo jazdy ze starym adresem, co skutkuje £1000 karą! No ale mu odpuściliśmy. Dostał pouczenie, żeby wymienił, tym bardziej że wymiana jest darmowa, i się z panem pożegnaliśmy.


#3. Dziadek z demencją

Czasami jesteśmy wzywani do poszukiwań. Poszukujemy dzieci, osób z problemami psychicznymi, starszych z demencją czy grożących samobójstwem itp. Jesteśmy pierwszymi jednostkami wzywanymi w takich przypadkach. Jeśli w określonym czasie poszukiwanej osoby nie znajdziemy, wzywane są jednostki SAR (Search And Rescue). Tym razem poszukiwaliśmy starszego pana, nazwijmy go Tom. Tom był około 70-letnim gentlemanem z lekką demencją i alzheimerem, który wyszedł rano na spacer i nie wrócił do domu. Nie było go już około 8 godzin. Nie miał przy sobie telefonu ani pieniędzy. W poszukiwaniach brały udział 3 jednostki aktywnie, a reszta pasywnie. Aktywnie, czyli fizycznie szukaliśmy w różnych miejscach pieszo, a pozostałe jednostki w mieście po prostu miały rysopis Toma i rozglądały się, zajmując się innymi sprawami. Po około godzinie bezowocnych poszukiwań przyszło zgłoszenie, że zupełnie przypadkowo Tom zawitał na komisariat w centrum miasta. Gdy pojechaliśmy po niego, biedny staruszek był bardzo zagubiony i wykazywał pierwsze oznaki przemęczenia i odwodnienia. Czekając na nas dostał coś do picia, więc mogliśmy go bezpiecznie odwieźć do domu. Tom szczęśliwie do domu dotarł, od żony dostał obowiązkową burę, a my w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku mogliśmy oddalić się w stronę zachodzącego słońca.


#4. Pościg

Akcja! Jedziemy odebrać zeznania dla innej jednostki po jakiejś interwencji z nocy. W sumie nic pilnego. Po drodze słyszymy w radiu, że nasi gonią pojazd, który nie zatrzymał się do kontroli. No ale jedziemy dalej. Po chwili słyszymy, że kierowca i pasażer opuścili pojazd i uciekają pieszo. Akurat byliśmy za rogiem, więc postanowiliśmy skręcić w drogę, a nuż możemy pomóc. Po wjechaniu w ulicę patrzymy, a jeden z naszych zapierdziela pieszo i podaje rysopis ściganego przez radio. Wyprzedziliśmy go i jedziemy w tym samym kierunku. Jakieś 100-150 metrów dalej widzimy uciekiniera (nazwijmy go John). Gdy dojechaliśmy, przebiegł nam jakieś 20 metrów przed maską i wbiegł na czyjś podjazd, prawdopodobnie chcąc uciekać przez ogrody. Chyba nie miał jak do ogrodu przeskoczyć, więc wrócił i zaczął biec w przeciwną stronę. Heble, wyskakuję i lecę za nim. W tym samym czasie z naprzeciwka dobiegł kolega goniący go od początku ulicy. Tak że John biegł wprost na niego, a ja za nimi.

Gdy John zauważył, że biegnie na jednego z naszych, odwrócił się i spojrzał na mnie, oceniając swoje szanse. John i ja byliśmy podobnych rozmiarów, a kolega biegnący z naprzeciwka był zdecydowanie mniejszy. John zdecydował jednak, że z kolegą z naprzeciwka ma większe szanse, więc biegł dalej. Gdy się zderzyli, oboje przewrócili się na ziemię, ale energia kinetyczna Johna pozwoliła mu na szybkie podniesienie się i dalszą ucieczkę. No, prawie... Bo wtedy dobiegłem ja. Pamiętając oglądane kiedyś WWF, rzuciłem się na Johna, przygniatając go jakimiś 120 kilogramami (razem ze sprzętem) do ziemi, co skutecznie uniemożliwiło mu dalszą ucieczkę. Właściwie uniemożliwiło mu zrobienie czegokolwiek. Musiałem tylko z pomocą kolegów wyszarpać spod niego jego ręce, gdyż nie mieliśmy pewności, czy nie ma jakiejś broni palnej lub noża, co skończyło się dla mnie drobnymi otarciami na rękach. Po spacyfikowaniu John lekko spanikowany pyta:
- Czy zrujnuje mi to karierę?
- Jaką karierę? – pytam.
- No bo ja studiuję prawo...
- No to powodzenia :D
Tylko czekałem, aż powie, że trenuje cross-fit i jest weganinem.

PS
John jechał z Londynu bez prawa jazdy, nie swoim autem, bez ubezpieczenia i miał w kieszeniach kilka tysięcy funtów. Prawdopodobnie handlarz narkotyków, ale już niestety bez towaru.

#5. Terrorysta...

Po ostatnich wypadkach w Londynie i Manchesterze niektórzy są trochę przewrażliwieni i zgłaszają czasami absurdalne podejrzenia. Czy to dobrze? Nie jestem pewien. Ale chyba lepiej coś sprawdzić niż zignorować.

Siedzę przy kawce i papierach (zawsze jest jakiś zaległy raport do zrobienia), przyszło zgłoszenie o podejrzanej osobie w pociągu. Jakiś chłopak chodzi przez cały pociąg, robi zdjęcia i filmuje, ma plecak i... BRODĘ! No jak ma brodę, to terrorysta jak nic! Nie wiem, czy wzywać tylko jednostki antyterrorystyczne, czy może od razu wojsko... No ale może sprawdzimy najpierw sami. Pociąg za 15 minut ma być na naszej stacji, więc lecimy. Dojechaliśmy i czekamy. Podejrzany podobno jest w wagonie piątym. Pociąg się zatrzymał i zaraz wybiegła z niego kobieta. To ona dzwoniła na policję. Powiedziała nam, że podejrzanego nie ma już w wagonie piątym, tylko poszedł do przodu. Partner idzie środkiem, ja na zewnątrz i szukamy. Jest! Siedzi jakiś taki mały, niepozorny chłoptaś, no ale jest BRODA! Śmiech nas prawie ogarnął, bo z wyglądu taki z niego terrorysta, jak ze mnie dżokej. No ale sprawdzić trzeba.

Podejrzany (nazwijmy go Mike) w sumie trochę się dziwnie zachowywał. Jakiś taki był poddenerwowany. Po kilku minutach rozmowy i ponadplanowym wstrzymaniu pociągu postanowiliśmy poprosić go o opuszczenie wagonu. Następny pociąg miał za jakieś pół godziny, a że ktoś miał go odebrać na stacji docelowej, to w sumie krzywda mu się nie stanie, jeśli pojedzie dalej następnym. Po sprawdzeniu danych i kontakcie z jednostką policji w jego rodzimym mieście okazało się, że Mike był wcześniej notowany za narkotyki. To, łącznie z jego niespokojnym zachowaniem, dało nam podstawy do przeszukania. Standardowa formułka i pytanie, czy ma coś, czego mieć nie powinien. Od razu przyznał się, że ma haszysz. Ale na własny użytek. Gdzie? W plecaku, w bucie. OK. Faktycznie miał. Po dalszym sprawdzeniu jego historii wyszło na jaw, że Mike miał już wcześniej tzw. Street Caution, czyli ostrzeżenie, ale to wszystko. W UK mamy trzystopniowy system „karania” za narkotyki class-B, czyli np. trawkę, haszysz itp.

Tutaj macie całą klasyfikację: https://www.gov.uk/penalties-drug-possession-dealing

Gdy zostaniesz złapany z np. trawką po raz:
1. – Street Caution, czyli ostrzeżenie. Zostaje w papierach 6 lat lub 2 lata, jeśli wykroczenie zostało popełnione przed ukończeniem 18 roku życia.
2. – Fixed Penalty Notice. Mandat £90.
3. – Sprawa w sądzie z maksymalnym zagrożeniem 5 lat za posiadanie i 14 lat za handel i produkcję.

Punkty 1 i 2 wymagają przyznania się na miejscu. Tak że skoro Mike się przyznał, to w tym przypadku sprawę mogliśmy zakończyć £90 mandatem i chłopak mógł zdążyć na kolejny pociąg. Nam pozostało złożenie raportów i oddanie „towaru” do zniszczenia.

I jak zwykle - jeśli macie jakieś pytania, to piszcie w komentarzach.
Stay safe!

Oglądany: 35496x | Komentarzy: 50 | Okejek: 226 osób
Zobacz też

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało